Źródła podają, że gdy 25 letni Piotr Fioretti, szewc z Viterbo, zapukał do furty klasztornej, mistrz nowicjuszy, na widok jego kruchej budowy i niskiego wzrostu, kazał mu wracać do domu. Decyzją prowincjała został jednak przyjęty do zakonu i poddany próbie. W 1693 r. obleczono go w habit i nadano imię Kryspin, na cześć patrona szewców. W życiu zakonnym był kucharzem, pielęgniarzem, ogrodnikiem oraz przez 38 lat kwestarzem w Orvieto. To właśnie dzięki tej pokornej posłudze stał się znany wśród mieszkańców okolicy. Mówiono o nim, że to samotnik w mieście. Pozdrawiał życzliwie napotkanych codziennie ludzi, ale potrafił też w milczeniu pielęgnować ducha modlitwy. Brat Kryspin, przed wyjściem na kwestę, pytał zawsze kucharza, czego mu brak, bo ufał, że przyniesie wszystko, co najpotrzebniejsze. I rzeczywiście prosił o to, co nieodzowne. A gdy ofiarowywano mu więcej, odpowiadał: chcecie sami wejść do raju? Zostawcie też pole do popisu innym. Chodził zawsze boso, z gołą głową, niezależnie od pogody, objuczony sakwami. Ale prawdziwa misja tego kapucyna nie polegała jedynie na zaopatrywaniu klasztoru w pożywienie. Troszczył się o wszystkich potrzebujących. By zaradzić ich problemom sięgał do sakwy i do swego serca, uciekając się także do cudu. Sposób bycia tego świętego brata świetnie oddają krótkie, żartobliwe aforyzmy, którymi odpowiadał często ludziom. Gdy klasztorna rodzina powiększyła się o 7 nowicjuszy, tym, którzy wątpili, czy zdoła zebrać dla nich żywność, powiedział, że ma trzech dostawców, Boga, Madonnę i św. Franciszka. Do braci mówił zaś, że Bóg ześle wszelką obfitość, gdy otworzymy szeroko dwoje drzwi, te na chór, ku większej chwale Pana i te u furty, na pożytek biednych. Zmarł w Rzymie w 1750 r. Beatyfikowany w roku 1806, a kanonizowany w 1982.